Obraz dawnej wsi – Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu (skansen)

Ciechanowiec (nie mylić z Ciechanowem, Cieszynem, Ciechominem, Cieszyniowem i nie wiem czym jeszcze…). Ciechanowiec to piękne Podlasie, zaledwie dwie godzinki drogi od stolicy. Warto zajrzeć tam do Muzeum Rolnictwa – i nie kręćcie nosem, że nie interesują Was stare brony i zardzewiałe widły! Takich rzeczy tam nie znalazłam, choć nie wykluczone, że są 😉 A co jest? O tym niżej!

Najważniejsza dla mnie nowość – pierwszy raz byłam sama z Małą na zwiedzaniu! Mietek był zbyt „zmęczony” po weselu, a do tego jęczał, że go boli noga. Faceci… Na szczęście my, czyli ta bardziej wytrzymała płeć, dałyśmy radę. Okazało się jednak, że trudno jest jednocześnie pchać wózek, nieść dziecko (bo nie chce w wózku, ale w nosidle też nie…) i jeszcze robić zdjęcia. Brakuje mi rąk!

Ale mam dla Was garść informacji i porcję zdjęć. Pocieszcie oczy i zaplanujcie wizytę!

Bilety

Bilety trzeba kupić po przeciwnej stronie ulicy, a opcje są dwie – bilet spacerowy (10zł normalny) albo bilet z przewodnikiem (14zł normalny. Dzieci do 7 lat mają wejście za darmo). I to jest dla mnie największy minus, chociaż rozumiem powody istnienia tylko takich opcji… Dla mnie zwiedzanie z przewodnikiem odpada – czasem musimy z Małą zrobić przerwę na cyca i pobieganie po trawie, czasem przyspieszyć, a na pewno nie będziemy czekać na całą grupę. Musiałam wybrać spacer, a w tej opcji nie można nigdzie wejść – wszystko ogląda się tylko z zewnątrz. Jest tego i tak sporo, ale omija nas Muzeum Pisanki i Muzeum Chleba. No i samo Muzeum Rolnictwa w pałacu również. Czyli historia o tym, jak Mietkowa przyjechała do Muzeum Rolnictwa i pocałowała klamkę…

Raz mi się udało wejść do pomieszczenia z powozami/ciągnikami, ale pan przewodnik wychodził i mnie wygonił. Że niby musi zamknąć, bo tu każda śrubka jest drogocenna, bo części oryginalne, same zabytki i takie tam. Jako kobieta nie rozumiem ekscytowania się śrubkami, ale jesteśmy z Małą grzecznymi dziewczynkami i posłusznie wyszłyśmy. Zresztą do miłośników ciągników też nie należymy, więc tę stratę szybko przebolałyśmy 🙂

Zwiedzanie

Muzeum położone jest w dużym parku, otaczającym klasycystyczny pałac. W samym pałacu znajduje się chyba wystawa dotycząca historii rolnictwa, tak wnioskuję, ponieważ wejść nie mogłam. Ale na to wskazywałby duży napis MUZEUM ROLNICTWA, który tam widzimy 😉

Sam spacer po parku i znajdującym się tam skansenie, może nam zająć 2 – 3 godzinki. Zobaczymy przeróżne rzeczy – są przede wszystkim wiejskie chaty – różnorodne. Co ciekawe i co bardzo mi się spodobało – są przy nich zaaranżowane wiejskie ogródki i podwórka. Przy jednym ktoś ma mnóstwo kwiatów, przy innych uprawia fasolę czy ziemniaki. Na podwórkach są zwierzęta – kury, gęsi, konie, owce, kozy i osiołki. Są dla nich stajnie, kurniki, chyba też gołębnik – jeśli dobrze rozpoznałam. Jest uprawiane pole – nawet mijał nas pan traktorem ze sprzętem do suszenia sianka!

Sporo miejsca zajmuje „Ogród roślin zdatnych do zażycia lekarskiego”. Kto uprawia te wszystkie ogródki? Szacunek za tę ciężką pracę! Przy ogrodzie zielarskim są wybiegi dla bardziej egzotycznych ptaków – na przykład pawi.

Park – skansen zrobił na nas bardzo dobre wrażenie. Zielono, spokojnie, dużo ciekawych rzeczy do zobaczenia. Mała mogła pobiegać, nie musiałam się bać, że zgubi się w tłumie. Wracałam zadowolona, napatrzona i nachodzona 😉 Mała zachwycona – najbardziej zwierzątkami. Nie mogłyśmy odejść od koni i gęsi… Najbardziej boli mnie to, że dużo nas ominęło!

Przy ścieżkach dużo stolików i ławeczek, można się w razie potrzeby zatrzymać na karmienie czy inną przerwę. Nie miałam problemów z poruszaniem się po całym terenie z wózkiem. Przy kasie biletowej można wypożyczyć wózki dla dzieci – takie, które ciągnie się za rączkę, jak w ZOO.

Polecamy 🙂

 

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany.