Kategorie

Przemyśl – co zobaczyć i zjeść?

Przemyśl to miasto akurat na weekend. Nie za duże, łatwo obejść je na nogach – chociaż często jest tam pod górkę i można się nieźle zasapać! Po takim wysiłku chce się też dobrze zjeść, a ciekawych lokali i dań nie brakuje. Poczytajcie co zobaczyć i gdzie zjeść, żeby nabrać siły na więcej. I dajcie się namówić na Przemyśl!

Spacerkiem po Przemyślu

Przed każdym naszym wyjazdem tworzymy jakiś plan. Szukamy informacji o tym, co można w mieście i okolicy zobaczyć, szukamy ciekawostek, historii – szczególnie świątyń, bo o kościele niewiele możemy dowiedzieć się na miejscu, nie ma w nim muzealnych tabliczek 😉 Pod tym względem kościół warto zwiedzić z przewodnikiem, ale nam zdarzyło się to tylko raz – w Węgrowie. Akurat bez przewodnika wejść się nie dało, a numer telefonu wisiał na drzwiach i bum, stało się. Wspominamy bardzo dobrze, mimo to jakoś podróżując z trzylatką opieramy się przed umawianiem się z kimś na konkretną godzinę i miejsce, szczególnie z większą grupą.

Ale ja nie o tym! Plan planem, warto go mieć, ale uwielbiamy też po prostu spacerować i wyszukiwać. Czujemy się wtedy jak prawdziwi odkrywcy! Rozglądamy się, podziwiamy, domyślamy. Czasem zatrzymamy się przy czymś, co nie tytułuje się mianem atrakcji turystycznej, ale nas zauroczyło lub zainteresowało.

W Przemyślu nasz najdłuższy spacer miał wieść na Kopiec Tatarski, żeby z niego podziwiać okolicę. Niestety, zostaliśmy pokonani przez wiatr i zimno! Udało się za to znaleźć piękne parapety przy pracowni ceramicznej, pooglądać kamienice i poszwendać się po Rynku. A tam można spotkać dobrego wojaka Szwejka z pieskiem, przysiąść koło niego na ławeczce lub kolanku i złapać za nos. Po śladach na pomniku wnioskuję, że to popularne! Jest też fontanna z niedźwiedziem i niedźwiedziątkiem – skąd ten zwierz w herbie miasta? Sprawdźcie w Muzeum Miasta Przemyśla – tam są wyczerpujące informacje. Na Rynku natkniemy się też na znak wskazujący kierunek drogi św. Jakuba, szlaku do Santiago de Compostela. Póki co 4031 km to dla nas trochę dużo, więc może skusimy się innym razem 😉 Przed budynkiem Poczty Mietek spróbował swoich sił w jeździectwie – wierzchowiec łatwo dał się dosiąść, jednak nie chciał ruszyć…

Dworzec PKP

Kolejny długi spacer, udany, ale ciężki, bo z bagażami, zaliczyliśmy na Dworzec PKP. Ten atrakcją jest niemałą – XIX-wieczny zabytek ma iście pałacowy wygląd. Przyjemnie oczekuje się na pociąg w takich okolicznościach, ale te kolejki do kasy i grupki na tobołkach siedzące nieco kontrastują z bogatym wnętrzem 🙂

Świątynie

Był czas, gdy w Przemyślu rezydowało trzech biskupów – rzymskokatolicki, prawosławny i unicki. Obecnie jest dwóch, ponieważ zwierzchnik diecezji prawosławnej wyprowadził się do Sanoka.

Zwiedzanie Przemyśla można sobie zaplanować właśnie wokół świątyń. Może następnym razem zorganizujemy sobie taki z przewodnikiem? Niestety, nie do wszystkich udało nam się wejść. A właściwie udało się tylko do dwóch. Kościół Franciszkanów (pw. św. Marii Magdaleny) oszołomił nas bogactwem i freskami na sklepieniu. Właściwie już fasada zrobiła na nas wrażenie, ale po wejściu do środka nie wiedzieliśmy, w którą stronę spojrzeć. Piękna świątynia!

Weszliśmy też do katedry unickiej – soboru pw. św. Jana Chrzciciela. Świątynia powstała dla jezuitów i dopiero od 1991 roku jest własnością archieparchii (odpowiednik archidiecezji w Kościele greckokatolickim). Dlatego też, patrząc na nią z zewnątrz, nie domyślamy się, że stoimy przed świątynią unicką. Zmienia się to, gdy wejdziemy do środka i zobaczymy ikonostas i malowidła naścienne.

Zamkniętą zastaliśmy bazylikę pw. św. Jana Chrzciciela i Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny oraz kościół Karmelitów Bosych, a na kościół Karmelitanek spojrzeliśmy zza murów. Ciekawy jest kościół św. Antoniego z Padwy, sprawiający wrażenie schowanego pod ziemią, ponieważ wejście jest poniżej poziomu ulicy.

Zamek Kazimierzowski

Zamek położony jest na Wzgórzu Zamkowym, jak już mówiłam – pod górkę 😉 Działa tam Centrum Kultury i Nauki, więc można przed wizytą zorientować się w kalendarzu imprez i pójść przy okazji na spektakl lub koncert. W ramach zwiedzania wchodzimy na trzy baszty. Z góry wspaniały widok na miasto, a na jednej z wież bajerancki sprzęt, który namierza obserwowany przez nas obiekt i informuje, co to jest. Wchodzimy też do podziemi, oglądamy wystawy i zarys rotundy oraz palatium – najstarszych budowli istniejących w tym miejscu (już za Bolesława Chrobrego!).
Praktyczne wskazówki, jak godziny otwarcia i ceny biletów, TUTAJ.

Muzea w Przemyślu

Chodź, fajeczko, niebios darze,
Spędź zmartwienie z mego czoła,
Przy mnie, kiedym z tobą w parze,
Wszystko śmieje się dokoła…
(fragment znaleziony w muzeum)

Muzeum Dzwonów i Fajek to bardzo charakterystyczne miejsce dla Przemyśla. Takie nietypowe muzea lubimy, a dodatkowo nasza Lila bardzo lubi dzwony (dzieci mają różne fazy…), więc nie mogliśmy się doczekać. W zbiorach dużo ciekawych fajek, w tym również wodnych, sporo ciekawostek, plansz i wszystkiego, co nawiązuje do ceremonii palenia fajki. Znajdzie się też warsztat wytwórcy fajek. Szokujący może być obraz, który przedstawia dwoje dzieci z fajką – podobno wierzono, że fajka poprawia pamięć i koncentrację… W części z dzwonami dowiemy się na przykład, po co komu do zrobienia dzwonu potrzebne masło, wosk i… nawóz!
A że muzeum mieści się w Wieży Zegarowej to jeszcze możemy podziwiać miasto z góry.

Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej mieści się w nowoczesnym gmachu. W środku zwiedzamy na kilku piętrach, ale spokojnie, jest winda (czasem bardzo się przydaje, na przykład kiedy dziecko pilnie chce do łazienki 😉 ). Wystawy są ciekawie zaaranżowane, dużo wiedzy przede wszystkim o Przemyślu w czasie obydwu wojen światowych. No i piękne Credo na dwa głosy – o sztuce religijnej polskiej i ukraińskiej.

Muzeum Historii Miasta Przemyśla dowiecie się między innymi tego, skąd mógł się wziąć niedźwiedź w herbie miasta. Obejrzycie też zachowane ozdobne kafle, zaaranżowane wnętrza dawnych kamienic, atelier fotograficzne i twórczość przemyskiego artysty Mariana Strońskiego. Możecie też cofnąć się w czasie, dzięki fotografiom Przemyśla z lat 60. i 70. oraz dzięki wystawie „Dawna klasa”.
Na parterze czasowa wystawa fotografii ukazujących piękno maszyn!

Godziny otwarcia i ceny biletów w trzech wyżej opisanych muzeach macie TUTAJ.

Trasa Podziemna

Spieszę się z tym wpisem o Przemyślu, żeby dać Wam znać o czymś takim jak Przemyskie Podziemia. A spieszyć się muszę, bo nie macie zbyt wiele czasu, żeby je zobaczyć! Czynne będą jeszcze do końca marca, a później przez dwa lata będą rozbudowywane – dojdzie wiele nowych korytarzy, ma być też bardziej multimedialnie. Obecnie możemy oglądać piwniczki, jest „przebieralnia” multimedialna, wystawy i 100 metrowy kolektor – najbardziej mroczna część podziemi…

Twierdza Przemyśl

Latem ponownie odwiedziliśmy Podkarpackie, więc uzupełniamy wpis!

Przemyśl jest otoczony pozostałościami fortyfikacji dawnej twierdzy. W projekcie tego założenia określono czas budowy na 24 lata! Założeń nigdy nie zrealizowano, a Twierdza stanęła przed wrogiem nieukończona… Ponadto przeszła nie jedno, a aż trzy oblężenia – w 1914 roku broniły się w niej wojska austro – węgierskie, a dwa razy atakowali Rosjanie. W 1915 roku sytuacja się odwróciła – zdobytej Twierdzy broniły wojska rosyjskie, bez powodzenia. Wyobraźcie sobie stan obiektów po tym wszystkim! Tym bardziej, że przed kapitulacją obrońcy sami niszczyli twierdzę. Bo po co ułatwiać wrogom zadanie i oddawać im dobry punkt obronny?

Obecnie pozostałości Twierdzy Przemyśl to dobry pomysł na wyprawę, na przykład rowerową. Na pewno przypadną do gustu pasjonatom historii, ale też mrocznych, opuszczonych budowli. Podczas zwiedzania można dostać gęsiej skórki! W Żurawicy, w jednym z fortów, działa muzeum. Warto je odwiedzić i poczytać wojenne historie. Włos się jeży!

Na rower proponowane są dwie trasy – północna południowa. My nie korzystaliśmy z dwóch kółek, ale zdecydowalibyśmy się raczej na północną – krótszą, a z dużą ilością ciekawych miejsc. Przy zwiedzaniu samochodem wystarczy wklepać kolejne punkty do nawigacji, na miejscu są też często prowadzące nas do fortów strzałki. Aha! Jeśli macie, zabierzcie latarki/czołówki!

Mietek i Lila szli odważnie. Okazałam się najbardziej tchórzliwym elementem ekipy 😀

Przemyśl – co zjeść

Kulinarną trasę podpowiedziała nam rodowita przemyślanka i jesteśmy jej bardzo wdzięczni! Lubimy zwiedzać, ale zjeść też 😉 Więc traktujemy ten element całkiem poważnie!

Regionalnych smaków możecie spróbować w restauracji Bosko – tuż przy Muzeum Dzwonów i Fajek. My skusiliśmy się na deskę regionalną – z gołąbkami kresowymi (farsz z kaszy gryczanej i ziemniaków) i fuczkami (placki z kiszoną kapustą). Pyszna sprawa! Wróciliśmy tam jeszcze tego samego dnia na kolację – wsunęliśmy po burgerze, też regionalnym! Jeden bieszczadzki – z fuczkiem, a drugi przemyski – zamiast buły był w proziaku, miał też sos z derenia. Do popicia możecie zamówić dereniadę – taką lemoniadę z derenia, też tutejszy specjał.

Na kawkę i ciacho zaszliśmy do polecanej kawiarni Libera przy przemyskim Rynku. Klimatyczne miejsce. Kawa, tiramisu, creme brulee i sernik były dobre, ale bohaterem dnia stała się czekolada na gorąco! Gęsta i intensywna w smaku, prawdziwie czekoladowa…

I teraz miejsce, które nas zadziwiło. Pizzeria Galicyjska. Mały lokal, w menu pizza po przemysku w trzech wersjach – z kiełbasą (7zł), pieczarkami (7zł) lub kaszą (6zł), poza tym barszczyk czerwony w kubeczku za 1 złoty! Pizza według tego przepisu jest zarejestrowana w Urzędzie Patentowym i chroniona prawem. Ściany lokalu pełne słów uznania od sławnych osobistości. Kolejka po pizzę kilkunastominutowa, chociaż jest środek tygodnia, przedpołudnie. Fenomen, ten placek chyba uzależnia! Żałujemy, że spróbowaliśmy tylko wersji z kiełbasą, ale akurat taka była dostępna, kiedy doczekaliśmy się wreszcie na swoją kolej, więc nie było co wybrzydzać… Ogólnie – mieszane uczucia, bo kolejka jednak przeraża…

I jeszcze jedno miejsce, które znaleźliśmy sami zaraz po przyjeździe. Też pizza i też trochę niecodzienna. W pizzerii La Bamba zamówiliśmy po pizzy i zgodnie stwierdziliśmy, że ma smak pamiętany z czasów podstawówki – grube ciasto, dużo dodatków. Jakby coś, to jest też w menu opcja „włoska”. Ale zrobiło się nam tam bardzo sentymentalnie…

(aktualizacja letnia)

Regionalnej kuchni (ale nie tylko) możecie też w Przemyślu posmakować w restauracji Cuda Wianki. Nam nie udało się tam wpaść podczas zimowych odwiedzin, ale nadrobiliśmy latem. Musieliśmy chwilę poczekać na wolny stolik (utrudnienia koronawirusowe!), poza tym nie ma za bardzo czym zająć dzieci podczas oczekiwania (przynajmniej nie zauważyliśmy), ale jest co zjeść. 🙂 Dla Lilki z menu dziecięcego wskoczyło spaghetti. To był średni pomysł, bo wiadomo, jak dzieci jedzą spaghetti XD, ale smakowało. Starsi postawili na regionalne smaki – proziaki, bałabuszki, kresowe gołąbki i pierogi – wszystko pyszka! Do picia malinowa lemoniada.

Fragment wystroju – ponieważ wygląd miejsca też ma wpływ na smak, co nie?
Lemoniada malinowa.
Spaghetti dla dzieci.
Proziaki z masełkiem czosnkowym.
Bałabuszki – różne farsze w drożdżowym cieście.
Gołąbki przemyskie faszerowane ziemniakami.
Pierogi kresowe – z kaszą gryczaną, białym serem i grzybami.

Przemyśl dla dzieci

Z atrakcji dla dzieci znaleźliśmy Lili salę zabaw 😉 Najbliżej z Rynku było nam do Bajkowego Labiryntu w Galerii Sanowej. Lila się wyszalała. Plus za to, że rodzice mogą wszędzie wchodzić z dziećmi, nawet sobie zjechać na zjeżdżalni! Minus za to, że kawę kupić na miejscu można, a herbaty już nie, dyskryminacja 😛

Jeśli chodzi o restauracje to Bosko i kawiarnia Libera maja małe kąciki dla dzieci, a w La Bambie jest akwarium, którym tez dziecko się zajmie i doczeka do obiadu.

W Muzeum Historii Miasta Przemyśla dostaliśmy tez fajną książeczkę dla dzieci – są w niej kolorowanki i różne zadania związane z wystawami. Wielka szkoda, że dostaliśmy dopiero przy wyjściu i to tuż przed wyjazdem… Książeczka dotyczyła wszystkich przemyskich muzeów i myślę, że o wiele ciekawsze byłoby dla Lili zwiedzanie z wykonywaniem zadań, odszukiwaniem czegoś itd. Trochę wtopa 😉

Przemyśl – nocleg

Co zobaczyć i zjeść już wiecie. A gdzie spać? My trafiliśmy na świetne miejsce, które i Wam polecamy. Lokalizacja jest bardzo dobra, cena też, w środku czysto, dużo miejsca i niczego nie brakuje. Właściciel bardzo miły, służył nam radą w każdym temacie – szukania parkingu, wymiany gotówki i sytuacji na świecie 😉 Mieliśmy szczęście, bo nie zarezerwowaliśmy nic wcześniej, a pan przypadkiem był na miejscu, bo czekał na kogoś innego. Wy zarezerwujcie 😉 Hostel likeHome – Mietki rekomendują!

Jeśli szukacie czegoś poza miastem, może spodoba Wam się w Wapowcach?

3 komentarze

Add a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *