Kategorie

Zamek w Łańcucie – rezydencja na bogato

Zamek w Łańcucie, na pierwszy rzut oka, raczej zamku nie przypomina. Pałac i owszem! Bale, wystawne przyjęcia, arystokratyczne popołudniowe herbatki – taki klimat tu się czuje. Ale żeby zamek, taki obronny, z wojskiem na murach, ze świstem kul i zapachem prochu? A to właśnie zamek w Łańcucie, jako jeden z niewielu w Polsce, oparł się Szwedom podczas potopu! Jak to się stało?

Krótka historia

Początek

W 1629 roku, z polecenia Stanisława Lubomirskiego, rozpoczynają się prace nad zamkiem – można powiedzieć, że inwestycja rusza.

Ten pierwszy projekt zakładał stworzenie „palazzo in fortezza” – co oznacza, że w środku jest budynek mieszkalny z narożnymi wieżami, a otaczają go fortyfikacje. I te właśnie fortyfikacje ocaliły zamek przed szwedzkim wojskiem. Chcielibyście je zobaczyć? Nic z tego!

Jednak pałac

Nadeszła 2 połowa XVIII wieku i zamek we władanie przejęła księżna marszałkowa – Izabela z Czartoryskich Lubomirska. Zamysł obronny nie przypadł jej do gustu i zmieniła fortyfikacje na park. Dzięki niej zamek stał się pałacem i pod koniec wieku był już jedną z najwspanialszych rezydencji w Polsce, odwiedzaną przez znamienitych gości. Po śmierci księżnej pałac przeszedł w ręce Potockich.

Luksus, nowoczesność i… wojna!

Przełom XIX i XX wieku to czas przebudowy i generalnego remontu. Wprowadzono takie nowinki techniczne jak instalacja wodociągowa, kanalizacja i elektryczność. Większość zachowanych wnętrz to dzieło tamtego czasu (ale są też starsze). Przy okazji dwukrotnie powiększono i ogrodzono park.

Dość już tych luksusów? Nie… W latach dwudziestych dorzucono centralne ogrzewanie i Łaźnię w podziemiach.

W czasie II wojny światowej w jakiś sposób udało się Potockim ocalić dzieła sztuki przed wywiezieniem za granicę, najwidoczniej dogadali się z Niemcami, bo w zamku mieścił się sztab Wehrmachtu. Dopiero nadciągająca ze wschodu Armia Czerwona skłoniła właścicieli do ucieczki na emigrację, czemu trudno się dziwić. Niezwykłe jest natomiast to, że pałac i jego wyposażenie nie ucierpiały. Podobno właściciele (a według innej wersji zarządca majątku) wywiesili na bramie napis w języku rosyjskim – ogłaszał on zakaz rabowania zamku, który jest Muzeum Narodu Polskiego. A dowódcy uznali to za rozkaz z góry i posłuchali. Jak to było, nie wiadomo. Faktem jest, że zamek przetrwał potop szwedzki, zabory, powstania, dwie wojny światowe i komunizm!

Zamek w Łańcucie dziś – muzeum

Dziś zamek pełni funkcje muzealne i razem z parkiem, storczykarnią, wozownią i stajniami jest udostępniony do zwiedzania (godziny otwarcia i ceny biletów). Bilety kupuje się w innym budynku, po drugiej stronie ulicy (ul. 3 Maja 10). W pobliżu jest płatny parking miejski.

Mogą odbywać się tu ważne wydarzenia organizowane przez instytucje państwowe – spotkania na szczycie 🙂 Osoby prywatne nie mają możliwości wynajęcia przestrzeni pałacu, wyjątek uczyniono dwa razy dla potomków dawnych właścicieli. Tym różni się Łańcut od, na przykład, Krasiczyna, w którym organizowane są wesela.

W pałacu możemy podziwiać zachowane wnętrza powstałe od XVII do XX wieku – olśniewają przepychem i bogactwem zdobień. Obrazu dopełnia park, a w nim storczykarnia, a ponadto stajnia i wozownia – taki starodawny garaż z luksusowymi autami dla bogaczy 🙂

Zwiedza się jak za starych, dobrych, szkolnych lat – w stylowych papuciach zakładanych na buty. Trochę to śmieszne, ale tak trzeba chronić oryginalne podłogi przed zadeptaniem.

Co nam najbardziej nie odpowiadało, to zwiedzanie z audioprzewodnikiem, które polega na włączaniu nagrania w każdej ze zwiedzanych sal. Dlaczego nie z prawdziwym, żywym przewodnikiem, którego można o coś zapytać, od którego można zarazić się entuzjazmem? Wchodzi się i tak w grupach o określonych godzinach, a w każdej sali jest pani, która jej pilnuje przed turystami i włącza te nagrania, więc raczej nie chodzi tu o sytuację pandemiczną?

W ogóle czuliśmy się trochę jak element przepędzanego stada – odsłuchać i dalej, odsłuchać i dalej, i nie dotykać. A najlepiej już wychodzić! Więc my jakoś nie poczuliśmy tego „hitu turystycznego Podkarpacia”, „obowiązkowego punktu podczas pobytu” i takie tam. Może to nie był nasz dzień, nie wiem, ale mimo historii miejsca i wspaniałości, które można tam obejrzeć, nie zauroczyło nas. Szkoda.

Add a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.